|
Czy herbatę i sztukę może coś łączyć? Odpowiedzi na zadane w ten sposób pytanie
szukalibyśmy pewnie w dziedzinie sztuk użytkowych – biorąc pod uwagę wszelkie
przedmioty służące do przygotowywania i spożywania herbaty, moglibyśmy z całą
stanowczością powiedzieć – oczywiście. Nie od razu rozważylibyśmy możliwość obecności
herbaty w malarstwie. Pewnie niektórzy nie braliby pod uwagę ewentualności istnienia
pomiędzy nimi jakiegokolwiek związku.
W obrazie Józefa Mehoffera „Słońce majowe” uwagę widza w pierwszym momencie
przyciągnie najprawdopodobniej kobieca sylwetka. Ludzka postać pojawiająca się w polu
obrazowym bywa zwykle bezkonkurencyjna względem pozostałych przedstawionych na
płótnie elementów. Przywilej ten w przypadku „Słońca majowego” został zaakcentowany
ujęciem kobiety w ramę drzwi – dzięki temu spojrzenie oglądającego biegnie bezpośrednio w
stronę zwróconej doń tyłem bohaterki obrazu. Jej sylwetka zdaje się być filigranowa w
porównaniu z otaczającymi ją przedmiotami, których monstrualne względem niej rozmiary
wprowadzają atmosferę już to tajemniczą, już to baśniową. Ogromna różnica skali w sposób
szczególny łączy i odnosi względem siebie kobiecą postać i ustawione na stole na
pierwszym planie dwie filiżanki, cukiernicę i samowar. To, co skłonni jesteśmy wziąć za
przerysowanie, zakłamanie skali, służy zaznaczeniu, czy nawet więcej – uobecnieniu,
znacznej odległości dzielącej pierwszy i ostatni plan. Nie zmienia to jednak faktu, że postać
zdaje się należeć do świata innego niż rzeczywistość wielkich przedmiotów.
Wyalienowanie kobiety, jej znieruchomienie przed bramą, pilne obserwowanie tego, co
niedostępne dla wzroku widza i wreszcie puste filiżanki i uwalniający kłęby pary samowar
składają się na wyraźnie wyczuwalną atmosferę oczekiwania. Co więcej, do pewnego
stopnia stajemy się owego oczekiwania współuczestnikami, o czym świadczyć może z jednej
strony miękko, półkoliście wcinający się w płaszczyznę przedstawienia fragment kolistego
stolika, stanowiący kontynuację przestrzeni przed obrazem, z drugiej zaś niski punkt
widzenia zaproponowany przez artystę – niejako z wysokości wzroku osoby siedzącej za
stołem. Dwie pierwszoplanowe, ogromne filiżanki nie stanowiąc głównego tematu obrazu,
niezaprzeczalnie pozostają elementem koniecznym i niezbędnym dla jego zrozumienia – ich
obecność wyjaśnia do pewnego stopnia zachowanie kobiety. Relacje zaistniałe pomiędzy
postacią a otaczającymi ją przedmiotami wywołują nieodparte uczucie, że coś ma się
wydarzyć, ma nastąpić coś, czego bohaterka płótna usilnie wyczekuje, a czego pretekstem
jest rytuał picia herbaty.
|